Kiedy zafascynował
mnie fusing, czyli stapianie szkła polegające na łączeniu jego kawałków p od
wpływem działania wysokiej temperatury, okazało się że technika ta wymaga posiadania pieca. To wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Pojawiły się wątpliwości, czy wybrać
tańszy mniejszy model, czy zainwestować w większy rozmiar pieca, a jeśli tak,
to gdzie go właściwie postawić. I tak trafiłam na HotPot. Ponieważ przed zakupem nie znalazłam zbyt wielu publikacji na temat tego urządzenia, postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami i doświadczeniami.

HotPot to dobre rozwiązanie dla wszystkich, których zaciekawił fusing, ale nie mogą pozwolić sobie na zakup lub
dostęp do profesjonalnego pieca lub zwyczajnie chcieliby spróbować tej techniki
przed zakupem fachowego sprzętu. Można
go kupić w Polsce w sklepach z zaopatrzeniem dla witrażystów. Składa się z
dwóch części – płaskiej okrągłej podkładki oraz pokrywy w kształcie walca z
otworem na górze. Taki piecyk przeznaczony jest do używania w mikrofalówce,
przy czym w instrukcji obsługi producent
zaleca, by był to egzemplarz przeznaczony jedynie do tego celu, sugeruje, by w takiej mikrofali nie podgrzewać już
potraw. Polecane są również jak najprostsze modele.
Ze względu na rozmiary, HotPot
jest przeznaczony głównie do tworzenia
małych form biżuteryjnych i ozdobnych. Najczęściej oferowanymi w polskiej dystrybucji są modele, których
średnica powierzchni roboczej wynosi ~
7,5 lub ~ 11 cm.
Kilka słów o tym, jak działa takie
urządzenie. HotPot należy umieścić na
środku talerza mikrofalówki. Przed położeniem przygotowanego do fusingu szkła,
spodnią część piecyka trzeba wyłożyć papierem ceramicznym (dwie warstwy). Samą
szklaną kompozycję najlepiej ułożyć na papierze już w mikrofali, a następnie
nakryć pokrywą.


Teraz uruchamiamy mikrofalówkę. Zalecana moc to ok. 500 -
600 W przy napięciu sieciowym 220 V. Jeśli chodzi o czas, w jakim należy podgrzewać
szkło, jest to sprawa dość indywidualna.
Wszystko zależy od kuchenki, z którą pracujemy, ilości warstw szkła i jego
rodzaju, a także oczywiście pożądanego przez nas efektu. Generalnie potrzeba kilku prób, by dojść do wprawy. Po
uruchomieniu mikrofalówki czekamy i obserwujemy. Samo topienie szkła obwieszcza nam (ok. 7 - 12
minut od włączenia) pomarańczowe światło, które pojawia się w górnym otworze
HotPot. Choć producent zaleca, by żarówkę w kuchence mikrofalowej zasłonić odpowiednim niepalnym materiałem lub
wykręcić, trudno byłoby ten moment
przegapić, jest on dobrze widoczny i przypomina żarzącego się papierosa.
Zatrzymujemy mikrofalówkę, uchylamy
delikatnie wieko piecyka, by sprawdzić, czy otrzymany efekt nas satysfakcjonuje.
Jeśli nie, uruchamiamy mikrofalę ponownie na 20 sekund i oceniamy rezultat. (Na tym etapie szkło nagrzewa się, stapia i świeci.)
Czynność
tę powtarzamy do momentu pełnej satysfakcji, wtedy wyłączamy kuchenkę, a piecyk
wykładamy na żarodporną podkładkę (drewniana zupełnie się nie sprawdzi, wiem, bo w swojej wypaliłam śliczne czarne kółko – aż zadymiło!) i zostawiamy zamknięty
do całkowitego wystygnięcia (ok. 1-2 godziny).
Gotowe!
Moje pierwsze wypały zakończyły
się katastrofą – nie mówię już o tej spalonej podkładce, ale wisiorki popękały
z trzaskiem. Cierpliwość – to ważna cecha również, gdy idzie o HotPot – nie
należy zbyt często upewniać się, czy praca już wystygła i czy efekt jest zgodny
z zamierzonym, i czy na pewno jest jeszcze ciepła, bo to przecież niemożliwe,
gdy tak bardzo chcemy już jej dotknąć. Studzimy zatem nasze szkiełka w
zamkniętym piecyku.
W czasie pracy HotPot potężnie się nagrzewa, więc wyciągamy i uchylamy pokrywę oczywiście
jedynie w odpowiednich rękawicach, by nie poparzyć dłoni.

Podsumujmy. Wszystko zależy
oczywiście od naszych potrzeb. Plusem takiego urządzenia jest relatywnie niewielki
koszt (w porównaniu z profesjonalnym dużym piecem). Zajmuje ono mało miejsca. I
pozwala w stosunkowo krótkim czasie stworzyć ciekawą
fusingową pracę. To dobre rozwiązanie dla hobbystów, którzy lubią tworzyć w
domu. Przeznaczone jednak do wykonywania jedynie elementów biżuteryjnych czy
małych zawieszek, dlatego do minusów zaliczyć należy przede wszystkim niewielki rozmiar i
kształt powierzchni roboczej znacznie ograniczające wielkość prac tworzonych w
takim piecyku. Mimo to, uważam, ze jest to ciekawa alternatywa dla osób
nieposiadających własnej wyposażonej pracowni.
dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze!